BokRobot leseutgave
Bøker
GratisŻołnierz i car w lesie
A. N. (Aleksandr Nikolaevich) Afanas'ev
Velg versjon
Kapitler
Żołnierz i car w lesie
W pewnym królestwie żył chłop, który miał dwóch synów. Gdy przyszedł oficer rekrutacyjny, wziął starszego brata do wojska. Starszy brat służył carowi wiernie i tak mu się w służbie wiodło, że w ciągu kilku lat dosłużył się rangi generała.
W tym samym czasie ogłoszono nowy pobór rekrutów, i los padł na młodszego brata, więc ogolono mu czoło na znak służby. Traf chciał, że przydzielono go do tego samego pułku, w którym jego brat był generałem. Żołnierz rozpoznał generała, ale na nic się to zdało, bo generał w ogóle go nie uznał. „Nie znam cię" – powiedział – „i nie waż się przyznawać do mnie!"
Pewnego dnia żołnierz stał na warcie przy wozach z amunicją, tuż przed kwaterą generała. Generał wydawał wielki bankiet, i wielu oficerów oraz panów szło do niego.

Żołnierz widział, że w środku trwa wesołość, a on sam nie ma nic, i zaczął płakać gorzkimi łzami.
Wtedy goście zaczęli go pytać: „Powiedz nam, żołnierzu, czemu płaczesz?"
„Czemuż bym nie miał płakać? Mój własny brat ucztuje i bawi się, a o mnie zapomina!"
Goście powiedzieli o tym generałowi, ale generał się rozgniewał. „Nie wierzcie mu, to zwykły kłamca." Rozkazał więc zdjąć żołnierza z warty i wymierzyć mu trzydzieści batów nahajką, żeby nie śmiał przyznawać się do pokrewieństwa.
To głęboko obraziło żołnierza, więc włożył swój mundur polowy i uciekł.
Po pewnym czasie, czy długim, czy krótkim, znalazł się w lesie tak dzikim i tak ponurym, że nie mógł znaleźć żadnej drogi wyjścia. Zaczął spędzać czas, jedząc jagody i korzenie.
W tym właśnie czasie car wybierał się na wielkie polowanie ze wspaniałą świtą. Pogalopowali na otwarte pola, spuścili ogary, zatrąbili w trąby i zaczęli nacierać. Nagle, skądś, piękny jeleń wyskoczył prosto przed cara, rzucił się do rzeki, przepłynął na drugi brzeg i wbiegł prosto do lasu. Car pognał za nim, przepłynął rzekę, szukał i szukał, ale jeleń zniknął mu z oczu. Zostawił myśliwych daleko za sobą, a wokół niego był gęsty, ciemny las. Którędy ma iść? Nie wiedział; nie widział żadnej ścieżki. Błąkał się więc aż do wieczora i zmęczył się.
Po drodze spotkał go zbiegły żołnierz. „Witaj, dobry człowieku, dokąd zmierzasz?"
„Och, byłem na polowaniu i zabłądziłem w lesie. Czy wyprowadzisz mnie na właściwą drogę, bracie?"
„Kim jesteś?"
„Sługą cara."
„No cóż, teraz jest ciemno. Lepiej poszukajmy schronienia gdzieś w zaroślach, a jutro pokażę ci drogę."
Poszli więc szukać miejsca na nocleg. Szli i szli, aż w końcu zobaczyli małą chatkę. „Oho! Bóg zesłał nam miejsce do spania. Chodźmy tam" – powiedział żołnierz. Weszli więc do chatki.
Siedziała tam stara kobieta. „Witaj, babciu!"
„Witaj, żołnierzu!"
„Daj nam coś do jedzenia i picia."
„Wszystko sama zjadłam, i nic nie ma."
„Kłamiesz, stara diablico!" – powiedział żołnierz i zaczął grzebać w piecu i na półkach. I znalazł w chacie staruchy mnóstwo rzeczy: wino i jedzenie, wszystko gotowe.

Zasiedli więc do stołu, najedli się do syta, a potem poszli położyć się na strychu.
Wtedy żołnierz powiedział do cara: „Bóg strzeże tego, kto sam siebie strzeże. Niech jeden z nas odpoczywa, a drugi pełni wartę." Rzucili więc losy, i car musiał stanąć na pierwszą wartę. Żołnierz dał mu swoją ostrą szablę, postawił go przy drzwiach i kazał mu nie zasypiać, tylko obudzić go, gdyby coś się działo. Potem żołnierz położył się spać. Ale pomyślał: „Czy mój towarzysz da radę stać na warcie? Może nie jest do tego przyzwyczajony. Będę go pilnował." Car stał i stał, i wkrótce zaczął przysypiać.
„Czemu kiwasz głową?" – zapytał żołnierz. „Zamierzasz spać?"
„Nie!" – powiedział car.
„No to miej się na baczności!"
Car stał tak przez kwadrans i znowu zdrzemnął się.
„Hej, przyjacielu, chyba nie drzemiesz, co?"
„Nie, chyba nie." I znowu zdrzemnął się.
„Hej, przyjacielu, chyba nie drzemiesz?"
„Chyba nie. Jeśli zaśniesz, nie miej do mnie pretensji."
Car stał jeszcze przez kwadrans, ale nogi mu się ugięły, upadł na ziemię i mocno zasnął.
Żołnierz zerwał się, wziął szablę, poszedł go obudzić i zrobić mu wymówkę: „Czemu tak pilnujesz warty? Służyłem dziesięć lat, a mój pułkownik nigdy mi nie wybaczył ani jednego zaśnięcia. Widocznie niczego cię nie nauczyli. Już raz ci wybaczyłem, ale trzecie przewinienie jest niewybaczalne. No, teraz idź spać, a ja stanę na warcie."
Car położył się więc spać, a żołnierz stał na warcie i nie zamknął oczu całą noc.
Wkrótce dał się słyszeć świst i stukanie, i do chatki weszli zbójcy. Starucha wyszła im na spotkanie i powiedziała: „Goście przyszli na nocleg."
„To dobrze, babciu. Całą noc błąkaliśmy się po lesie na próżno, a teraz szczęście weszło nam do chaty. Daj nam wieczerzę."
„Ale nasi goście zjedli i wypili wszystko."
„Cóż to za zuchwalcy! Gdzie oni są?"
„Poszli spać na strych."
„Dobrze; pójdę i załatwię ich!"
Jeden ze zbójców wziął więc duży nóż i zakradł się na strych. Ale gdy tylko wsadził głowę w drzwi, żołnierz machnął szablą i głowa odleciała.
Potem żołnierz napił się i stał, czekając, co będzie dalej. Zbójcy czekali i czekali, i czekali. „Czemu on tak długo nie wraca!"

Wysłali więc drugiego, żeby zobaczył, co się dzieje, i żołnierz jego też zabił, i w krótkim czasie ściął głowy wszystkim zbójcom.
O świcie car obudził się, zobaczył trupy i zapytał: „Hej, żołnierzu, w jakie to niebezpieczeństwo wpadliśmy?"
Żołnierz opowiedział mu więc wszystko, co się wydarzyło. Potem zeszli ze strychu. Gdy żołnierz zobaczył staruchę, krzyknął do niej: „Stój, stara diablico! Mam z tobą pewne sprawy. Czemu przechowujesz rzeczy zbójców? Dawaj nam teraz wszystkie pieniądze." Starucha otworzyła skrzynię pełną złota, i żołnierz napełnił swój plecak i wszystkie kieszenie złotem. Potem powiedział do swojego towarzysza: „Ty też powinieneś trochę wziąć."
Ale car odpowiedział: „Nie, bracie, nie potrzebuję. Nasz car ma dosyć pieniędzy bez tego, a jeśli on ma, to i my będziemy mieli."
„Cóż, chyba wiesz najlepiej!" – powiedział żołnierz i wyprowadził cara z lasu na szeroką drogę. „Idź" – powiedział – „tą drogą, a za godzinę dojdziesz do miasta."
„Żegnaj" – powiedział car. „Dziękuję ci za przysługę, jaką mi wyświadczyłeś. Przyjdź do mnie, a uczynię cię szczęśliwym człowiekiem."
„Dobrze; ale to ładna bajka! Jestem zbiegłym żołnierzem. Jeśli pokażę się w mieście, od razu mnie schwytają."
„Nie bój się, żołnierzu. Car bardzo mnie lubi, a jeśli poproszę go o łaskę dla ciebie i opowiem mu o twojej odwadze, wybaczy ci i zlituje się nad tobą."
„Gdzie mogę cię znaleźć?"
„Idź do pałacu."
„Dobrze; przyjdę tam jutro."
Pożegnali się więc car i żołnierz. Car poszedł szeroką drogą do swojej stolicy, i bez zwłoki rozkazał całemu sztabowi, wartom i strażom, aby miały oczy szeroko otwarte, i jak tylko pojawi się pewien żołnierz, aby oddano mu honory należne generałowi.
Następnego dnia, gdy tylko żołnierz pojawił się przy rogatkach, wybiegł do niego strażnik i oddał mu hojny salut. Żołnierz zdziwił się: „Co to ma znaczyć?" I zapytał: „Komu oddajecie te honory?"
„Tobie, żołnierzu."
Wyjął więc garść złota z sakiewki i dał strażnikowi napiwek. Potem wszedł do miasta. Gdziekolwiek szedł, wszystkie straże oddawały mu honory, a on zawsze odpłacał im napiwkami. „Cóż za nędzny głupiec z tego sługi cara: dał wszystkim znać, że mam przy sobie mnóstwo pieniędzy!" Podszedł więc do pałacu, a tam zebrało się całe wojsko, i car wyszedł mu na spotkanie w tym samym stroju, w którym był na polowaniu.
Dopiero wtedy żołnierz zrozumiał, z kim spędził noc w lesie, i strasznie się przestraszył. „To był car" – powiedział – „a ja groziłem mu moją szablą, jakby był moim bratem!"

Ale car wziął go za rękę i nagrodził go stopniem generała, a jego brata zdegradował do szeregowców, mówiąc mu, że nie powinien wypierać się własnej rodziny.

BokRobot
BokRobot samler bøker og eventyr du kan lese og utforske. Her finner du et stadig voksende utvalg, og du kan også lage dine egne bøker og eventyr.