Wydanie do czytania BokRobot
Książki
Za darmoJak sześciu ludzi poradziło sobie na świecie
How Six Men Got on in the World
Jacob Grimm and Wilhelm Grimm
Dostosuj
Pewnego razu żył człowiek, który znał wiele różnych umiejętności. Służył w wojsku i dzielnie walczył, ale gdy wojna się skończyła, odprawiono go z tylko trzema małymi monetami na podróż.
– Stój! – powiedział. – Nie przyjmę tego. Jeśli tylko znajdę odpowiednich ludzi, król będzie musiał oddać mi cały skarb w kraju.
Pełen gniewu wszedł do lasu. Tam zobaczył stojącego mężczyznę, który wyrwał sześć drzew, jakby były źdźbłami trawy.
"Czy zostaniesz moim sługą i pójdziesz ze mną?" – zapytał. "Tak", odpowiedział mężczyzna, "ale najpierw zaniosę tę małą wiązkę patyków do domu, do mojej matki." Wziął jedno drzewo, owinął nim pozostałe pięć, podniósł wiązkę na plecy i poniósł ją.

Potem wrócił i poszedł ze swoim nowym panem, który powiedział: "Nas dwóch powinno dobrze sobie radzić na świecie."
Poszli dalej i wkrótce znaleźli myśliwego klęczącego z uniesioną strzelbą, gotowego do strzału. „Myśliwy, co zamierzasz zastrzelić?” – zapytał mistrz. „Dwie mile stąd” – odparł myśliwy – „siedzi mucha na gałęzi dębu i chcę jej strzelić w lewe oko”. „Och, chodź ze mną!” – powiedział mężczyzna.
„Jeśli nas trzech będzie razem, na pewno powiedzie nam się na świecie!” Myśliwy zgodził się i dołączył do nich.
Doszli do siedmiu wiatraków, których skrzydła obracały się szybko, mimo że wiatr nie wiał z żadnej strony i ani jeden liść się nie poruszył.
"Nie wiem, co napędza wiatraki", powiedział mężczyzna. "Nie ma ani powiewu wiatru." Ruszył dalej ze swoimi sługami, a po przejściu dwóch mil zobaczyli człowieka siedzącego na drzewie. Zatykał jedno nozdrze i wydmuchiwał powietrze drugim. "Wielkie nieba!
Co ty tam robisz?" zapytał mistrz. "Dwie mile stąd jest siedem wiatraków", odpowiedział człowiek. "Spójrz, dmucham na nie, żeby się obracały." "Och, chodź ze mną!" powiedział mężczyzna. "Jeśli będziemy razem we czterech, podbijemy cały świat!" Dmuchacz zszedł z drzewa i dołączył do nich.
Po chwili zobaczyli mężczyznę stojącego na jednej nodze. Zdjął drugą nogę i położył ją obok siebie. „Urządziłeś się wygodnie, żeby odpocząć” – powiedział mistrz. „Jestem biegaczem” – odparł mężczyzna. „Aby nie biec zbyt szybko, zdejmuję jedną nogę. Jeśli biegłbym na obu, pędzę szybciej niż jakikolwiek ptak.” „O, chodź ze mną!” – powiedział mistrz. „Jeśli będzie nas pięciu razem, zdobędziemy cały świat!” I biegacz dołączył do nich.
Jeśli biegnę na obu, pędzę szybciej niż jakikolwiek ptak może lecieć. „O, chodź ze mną!” – powiedział mistrz.
„Jeśli będzie nas pięciu razem, poniesiemy cały świat przed sobą!” I biegacz dołączył do nich.
Wkrótce spotkali mężczyznę, który nosił czapkę przekrzywioną na bok. „Wdzięcznie, wdzięcznie!” - powiedział mistrz. „Nie noś czapki w ten sposób; wyglądasz jak głupiec.” „Muszę ją tak nosić” - odpowiedział mężczyzna.
„Jeśli założę czapkę prosto, nastaje straszliwy mróz, a wszystkie ptaki w powietrzu zamarzają i spadają martwe na ziemię.” „Och, chodź ze mną!” - powiedział mistrz. „Jeśli nas sześciu będzie razem, podbijemy cały świat!”
Teraz szóstka dotarła do miasta, w którym król ogłosił, że kto wygra wyścig z jego córką, ten poślubi ją, a kto przegra, straci głowę. Mężczyzna wystąpił naprzód i powiedział: „Pozwolę mojemu słudze biec za mnie”. Król odpowiedział: „Więc jego życie również jest zagrożone, więc obie wasze głowy są na szali”. Gdy to ustalono, mężczyzna przypiął biegaczowi drugą nogę i powiedział: „Teraz bądź szybki i pomóż nam wygrać!” Ustalono, że zwycięzcą zostanie ten, kto pierwszy przyniesie wodę z odległej studni.
Biegacz wziął dzban, a córka króla też wzięła dzban. Zaczęli biec w tym samym momencie. W jednej chwili, zanim księżniczka zdążyła zajść daleko, biegacz zniknął z pola widzenia – było tak, jakby wiatr świsnął obok.
Wkrótce dotarł do studni, napełnił dzban i zawrócił. Ale w połowie drogi zmęczył się, postawił dzban, położył się i zasnął. Zrobił sobie poduszkę z końskiej czaszki leżącej na ziemi, żeby leżeć niewygodnie i szybko się obudzić.

Tymczasem córka króla, która potrafiła biegać jak każda zwykła osoba, dotarła do studni, napełniła swój dzban i pospieszyła z powrotem.
Kiedy zobaczyła śpiącego biegacza, ucieszyła się i powiedziała: „Mój wróg jest w moich rękach!” Opróżniła jego dzban i pobiegła dalej.
Wszystko byłoby stracone, gdyby myśliwy nie stał na szczycie zamku, obserwując wszystko swoimi ostrymi oczami. „Księżniczka nie wygra” – powiedział. Załadował swoją strzelbę i strzelił tak zręcznie, że strzelił końską czaszkę spod głowy biegacza, nie raniąc go.
Biegacz obudził się, zerwał, zobaczył pusty dzban i zdał sobie sprawę, że księżniczka jest daleko przed nim. Ale się nie poddał. Pobiegł z powrotem do studni, napełnił dzban i wrócił do domu dziesięć minut przed księżniczką. – Proszę! – powiedział. – Do tej pory ledwie się starałem.
To nawet nie było warte nazywania bieganiem.
Ale król i jego córka byli zdenerwowani, że zwykły żołnierz może ją zdobyć. Knuli, jak się go pozbyć wraz z towarzyszami. Król powiedział: – Mam pomysł. Nie martwcie się – nie wrócą. Powiedział do sześciu: – Teraz świętujcie, jedzcie i pijcie! Zaprowadził ich do pokoju z żelazną podłogą, żelaznymi drzwiami i żelaznymi kratami w oknach.
W środku był stół pełen pysznego jedzenia. Król powiedział: „Wejdźcie i bawcie się dobrze”. Gdy już byli w środku, rozkazał zamknąć drzwi na klucz.
Potem posłał po kucharza i kazał mu rozpalić ogień pod komnatą, aż żelazo stanie się rozżarzone do czerwoności. Kucharz tak zrobił.
Wkrótce sześciu mężczyzn przy stole zaczęło czuć ciepło. Początkowo myśleli, że to od jedzenia, ale gdy gorąc wzmógł się, próbowali wyjść.

Drzwi i okna były zaryglowane. Zrozumieli, że król chce ich udusić.
"Nie uda mu się!" - powiedział człowiek z czapką. "Sprowadzę mróz, który sprawi, że ogień się zawstydzi i ucieknie." Wyprostował czapkę i natychmiast nastał straszny mróz. Całe ciepło zniknęło, a jedzenie na talerzach zaczęło zamarzać.
Po kilku godzinach król myślał, że zginęli. Otworzył drzwi, żeby zobaczyć. Lecz oto stali wszyscy sześciu, żywi i zdrowi, mówiąc, że chcą wyjść i się ogrzać, ponieważ nawet jedzenie zamarzło na talerzach. Wściekły król zszedł do kucharza i zganił go. Kucharz powiedział: „Jest mnóstwo ciepła – spójrz sam!” Król zobaczył gwałtowny ogień płonący pod żelazną komnatą i zdał sobie sprawę, że nie może pokonać szóstki w ten sposób.
Król znowu myślał, jak pozbyć się niechcianych gości. Kazał przyprowadzić swojego przywódcę i powiedział: „Jeśli weźmiesz złoto i zrezygnujesz z mojej córki, możesz mieć tyle, ile chcesz”. „O tak, panie królu”, odpowiedział mężczyzna.
„Daj mi tyle, ile mój sługa może unieść, a zrezygnuję z twojej córki”. Król się zgodził. Mężczyzna powiedział: „Za czternaście dni przyjdę i odbiorę”.
Wtedy krół wezwał wszystkich krawców w królestwie, a oni siedzieli przez czternaście dni, szyjąc worek.
Kiedy było gotowe, silny człowiek, który potrafił wyrywać drzewa, wziął je na plecy i poszedł do króla. Król zobaczył go i powiedział: „Kim jest ten silny gość niosący wiązkę płótna wielką jak dom?”
Przeraził się.
„Ile złota może unieść!” Kazał przynieść tonę złota. Niosło ją szesnastu jego najsilniejszych ludzi, ale silny człowiek chwycił ją jedną ręką, włożył do worka i powiedział: „Dlaczego nie przynosicie więcej od razu?”
To ledwo zakrywa spód! " Król kazał przynosić cały swój skarb. Silacz wepchnął go do worka, ale worek wciąż nie był do połowy pełny. "Przynieście więcej! " zawołał.
"Te kilka okruszków nie wypełnia go. " Wtedy trzeba było zebrać siedem tysięcy wozów pełnych złota z całego królestwa, a silacz wepchnął je wraz z wołami do swojego worka. "Nie będę już sprawdzał," powiedział.
"Wezmę tylko tyle, ile się zmieści, dopóki worek nie będzie pełny." Gdy wszystko było w środku, wciąż było miejsce. "Dokończę to" – powiedział. "Ludzie czasami zawiązują worek, nawet jeśli nie jest pełny." Podniósł więc worek na plecy i odszedł z towarzyszami.
Gdy król zobaczył, że jeden człowiek wynosi całe bogactwo kraju, wpadł w gniew i rozkazał swoim jeźdźcom ścigać sześciu i odebrać worek. Dwa pułki szybko dogoniły ich i krzyknęły: „Jesteście więźniami!
„Odłóż worek złota, bo inaczej wszyscy zostaniecie pocięci na kawałki!” „Co powiedziałeś?” – zawołał dmuchacz. „Że jesteśmy więźniami?
Zamiast tego wy wszyscy będziecie tańczyć w powietrzu!” Zamknął jedną dziurkę i dmuchnął drugą na oba pułki.

Zostali rozrzuceni, uniesieni w błękitne niebo ponad górami – jedni tu, drudzy tam. Jeden sierżant błagał o litość; miał dziewięć ran i był dzielnym człowiekiem, który nie zasługiwał na złe traktowanie. Dmuchacz zatrzymał się na chwilę, aby wylądował bez szwanku.
Wtedy dmuchacz powiedział: „Teraz idź do domu, do swojego króla i powiedz mu, żeby lepiej przysłał więcej jeźdźców, a ja zdmuchnę ich wszystkich w powietrze!” Kiedy król to usłyszał, rzekł: „Pozwólcie tym łobuzom odejść. Wygrali.”
Wtedy szóstka przyniosła skarb do domu, podzieliła się nim i żyła szczęśliwie aż do śmierci.

BokRobot
BokRobot brings together books and fairy tales to read and explore. Discover a growing collection, or create books and fairy tales of your own.