Wydanie do czytania BokRobot
Książki
Za darmoJanni i Smok
Janni and the Draken
Andrew Lang
Dostosuj
Janni i Smok
Dawno, dawno temu żył sobie człowiek, który unikał innych ludzi i mieszkał na pustkowiu. Nie posiadał niczego poza stadem owiec. Sprzedawał ich mleko i wełnę, a za to kupował sobie chleb. Wycinał też drewniane łyżki i sprzedawał je. Miał żonę i jedną małą córeczkę.
Po długim czasie jego żona urodziła kolejne dziecko. Wieczorem, gdy dziecko przyszło na świat, mężczyzna poszedł do najbliższej wsi po położną. Po drodze spotkał mnicha, który poprosił go o miejsce do spania. Mężczyzna chętnie się zgodził i zabrał mnicha do swojego domu.
W pobliżu nie było nikogo, kto mógłby ochrzcić dziecko, więc mężczyzna poprosił mnicha, aby to zrobił. Dziecko otrzymało imię Janni.
Z czasem rodzice Janniego zmarli i został on sam z siostrą na świecie. Wkrótce zaczęło im się powodzić źle, więc postanowili wyruszyć w świat szukać szczęścia. Podczas pakowania siostra znalazła nóż, który mnich zostawił dla swojego chrześniaka, i dała go bratu.
Potem wyruszyli, zabierając ze sobą trzy owce, które pozostały z ich stada. Po trzech dniach wędrówki spotkali mężczyznę z trzema psami. Mężczyzna zaproponował wymianę: on weźmie owce, a oni wezmą psy. Brat i siostra byli z tego zadowoleni i po wymianie rozstali się.

Janni i jego siostra w końcu dotarli do wielkiego zamku. W zamku mieszkało czterdziestu Drakonów. Gdy Drakoni usłyszeli, że przybył Janni, uciekli czterdzieści sążni pod ziemię.
Tak więc Janni znalazł zamek pusty. Zamieszkał tam wraz z siostrą, a każdego dnia Janni polował, używając broni, którą Drakoni zostawili w zamku.
Pewnego dnia, gdy Janni polował, jeden z Drakenów przyszedł po jedzenie. Nie wiedział, że ktoś jest w zamku. Kiedy zobaczył siostrę Janniego, przeraził się. Ale ona powiedziała mu, żeby się nie bał, i wkrótce się zakochali. Za każdym razem, gdy Janni szedł na polowanie, siostra przywoływała Drakosów. Spotykali się nadal, aż bez wiedzy Janniego pobrali się. Potem, gdy było już za późno, siostra pożałowała tego i bała się gniewu Janniego, jeśli by się dowiedział.
Pewnego dnia Drakos powiedział jej: „Musisz udawać chorą. Kiedy Janni zapyta, czego chcesz, powiedz: ‚Wiśni’. Kiedy zapyta, gdzie je znaleźć, powiedz: ‚W ogrodzie oddalonym o dzień drogi stąd’. Wtedy twój brat tam pójdzie i już nie wróci, bo trzech moich braci tam mieszka i zajmie się nim”.
Siostra zrobiła, jak kazał Drakos. Następnego dnia Janni wyruszył po wiśnie, zabierając ze sobą trzy psy. Kiedy dotarł do ogrodu, gdzie rosły wiśnie, zeskoczył z konia, napił się wody ze źródła i zapadł w głęboki sen.
Drachen podszedł, by go zjeść, ale psy zaatakowały go, rozszarpały na kawałki i wykopały łapami grób. Zakopały Drachena, żeby Janni nie widział martwych ciał.
Kiedy Janni obudził się i zobaczył swoje psy pokryte krwią, pomyślał, że złapały gdzieś dzikie zwierzę. Był zły, bo nie zostawiły nic dla niego. Ale zerwał wiśnie i zaniósł je swojej siostrze.
Gdy Drakos usłyszał, że Janni wrócił, uciekł głębiej pod ziemię ze strachu. Siostra zjadła wiśnie i powiedziała, że czuje się lepiej.
Następnego dnia, gdy Janni był na polowaniu, Drakos wyszli i kazali siostrze znowu udawać chorą. Miała poprosić o pigwy i powiedzieć, że są w ogrodzie oddalonym o dwa dni drogi. Wtedy Janni z pewnością zostanie zniszczony, ponieważ mieszkało tam sześciu braci Drakosa, każdy z dwiema głowami.
Siostra zrobiła, jak jej kazano. Następnego dnia Janni znów wyruszył, zabierając swoje trzy psy. Gdy dotarł do ogrodu, zsiadł z konia, usiadł, aby odpocząć, i zapadł w głęboki sen. Najpierw przyszły trzy Drakeny, aby go zjeść. Psy je zabiły.
Potem przyszły trzy kolejne, a psy też je zabiły. Psy wykopały grób i pogrzebały martwe smoki, żeby ich pan ich nie zobaczył.
Kiedy Janni się obudził i zobaczył psy pokryte krwią, znów pomyślał, że zabiły dzikie zwierzę, i był zły, że nic mu nie zostawiły.
Ale wziął pigwy i zaniósł je z powrotem swojej siostrze. Zjadła je i powiedziała, że czuje się lepiej. Gdy Smok usłyszał, że Janni wrócił, uciekł głębiej pod ziemię.

Następnego dnia, kiedy Janni polował, Drakos poszedł do siostry i kazał jej udawać chorą. Miała poprosić o gruszki, które rosły w ogrodzie oddalonym o trzy dni drogi.
Z tej wyprawy Janni z pewnością nigdy by nie wrócił, ponieważ mieszkało tam dziewięciu braci Drakosa, każdy z trzema głowami.
Siostra zrobiła, jak jej kazano. Następnego dnia Janni, zabierając swoje trzy psy, poszedł po gruszki. Gdy dotarł do ogrodu, położył się, by odpocząć, i wkrótce zasnął.
Najpierw trzy Smoki przyszły, żeby go zjeść. Psy je zabiły. Potem przyszło sześć innych i długo walczyły z psami. Hałas obudził Janniego, a on zabił Smoki. W końcu zrozumiał, dlaczego psy były pokryte krwią.
Potem uwolnił wszystkich więźniów, których trzymały Smoki, a wśród nich była królewska córka. Z wdzięczności chciała go poślubić. On jednak odłożył to na później, mówiąc: „Za dobroć, którą ci okazałem, otrzymasz w tym zamku wszystkich ślepych i kulawych, którzy tędy przechodzą. ” Księżniczka obiecała to uczynić, a gdy odchodził, dała mu pierścień.
Janni zerwał gruszki i zaniósł je siostrze. Zjadła je i powiedziała, że czuje się lepiej. Gdy Drakos usłyszał, że Janni po raz trzeci wrócił cały i zdrowy, uciekł głębiej pod ziemię. Następnego dnia, kiedy Janni był na polowaniu, Drakos wyczołgał się i powiedział do siostry: „Teraz oboje jesteśmy zgubieni, chyba że wyciągniesz od niego, gdzie leży jego siła. Wtedy wspólnie się go pozbędziemy.”
Kiedy Janni wrócił z polowania i wieczorem usiadł przy ogniu z siostrą, błagała go, aby powiedział jej, gdzie leży jego siła. Odpowiedział: „Leży w moich dwóch palcach. Jeśli zostaną związane, cała moja siła znika.”
„Nie uwierzę w to, dopóki nie zobaczę tego na własne oczy” – powiedziała siostra.
Potem pozwolił jej związać swoje palce nitką i natychmiast osłabł. Wtedy siostra zawołała Drakony. Kiedy wyszedł, wydarł Janniemu oczy, dał je swoim psom do zjedzenia i wrzucił Janniego do suchej studni.
Zdarzyło się, że jacyś podróżni przybyli czerpać wodę ze studni. Usłyszeli Janniego jęczącego na dnie. Podeszli bliżej i zapytali, gdzie jest. Błagał ich, aby go wyciągnęli, bo jest biednym nieszczęśnikiem. Podróżni spuścili linę i wyciągnęli go na światło dzienne. Dopiero wtedy zorientował się, że jest ślepy. Błagał podróżnych, aby zabrali go do kraju króla, którego córkę uwolnił, a zostaną dobrze wynagrodzeni.

Kiedy go tam przyprowadzono, wysłał wiadomość z prośbą, aby księżniczka do niego przyszła. Nie poznała go, dopóki nie pokazał jej pierścienia, który mu dała. Wtedy go sobie przypomniała i zaprowadziła go do zamku.
Kiedy dowiedziała się, co mu się stało, zwołała wszystkie czarownice w kraju, aby dowiedzieć się, gdzie są jego oczy. Wreszcie znalazła taką, która wiedziała, gdzie są i mogła je przywrócić. Czarownica poszła prosto do zamku, gdzie mieszkała siostra i Drakos. Dała psom coś do jedzenia, a oczy pojawiły się ponownie. Wzięła je i włożyła z powrotem do głowy Janniego, aby widział tak dobrze jak przedtem.
Potem wrócił do zamku Drakosów. Zabił Drakosa i jego siostrę. Zabierając swoje psy, poszedł z powrotem do księżniczki i natychmiast się pobrali.
Partnerstwo złodzieja i kłamcy
Dawno, dawno temu żył sobie złodziej. Był bez pracy i samotnie wędrował brzegiem morza. Idąc, minął mężczyznę, który stał nieruchomo i patrzył na fale.
„Zastanawiam się” – powiedział złodziej – „czy kiedykolwiek widziałeś pływający kamień?”
„Oczywiście, że widziałem” – odpowiedział drugi mężczyzna. „Co więcej, widziałem ten sam kamień wyskakujący z wody i lecący w powietrzu.”
„To wspaniale” – powiedział złodziej. „Musimy zostać partnerami. Na pewno zrobimy majątek. Chodźmy razem do pałacu króla sąsiedniego kraju. Kiedy tam dotrzemy, ja wejdę sam i opowiem mu najbardziej niesamowitą rzecz, jaką wymyślę.
Potem ty wejdziesz i poprzesz moje kłamstwo”.
Zgodzili się i wyruszyli. Po kilku dniach dotarli do miasta, w którym znajdował się pałac króla. Rozdzielili się na kilka godzin, podczas gdy złodziej poprosił o audiencję u króla. Błagał króla, aby dał mu kufel piwa.
„To niemożliwe” – powiedział król. „W tym roku wszystkie plony zawiodły – chmiel i winorośle. Nie mamy więc w całym królestwie ani wina, ani piwa.”
„Jakie to dziwne!” – odpowiedział złodziej. „Właśnie przybywam z kraju, gdzie plony były tak wspaniałe, że z jednej gałęzi chmielu zrobiono dwanaście beczek piwa.”
„Założę się o trzysta florenów, że to nieprawda” – powiedział król.
„A ja się założę o trzysta florenów, że to prawda” – odpowiedział złodziej.
Każdy postawił trzysta florenów. Król powiedział, że wyśle sługę do tego kraju, aby sprawdzić, czy to prawda.
Służący wyruszył konno. Po drodze spotkał człowieka i zapytał, skąd pochodzi. Człowiek odpowiedział, że pochodzi z tego samego kraju, do którego służący podróżował.

„Jeśli tak jest”, powiedział sługa, „czy możesz mi powiedzieć, jak wysoko rosną chmiel w twoim kraju i ile beczek piwa można uwarzyć z jednej gałęzi?”
„Nie mogę ci tego powiedzieć”, odpowiedział mężczyzna, „ale byłem tam, gdy zbierano chmiel. Widziałem, że trzech mężczyzn z siekierami potrzebowało trzech dni, aby ściąć jedną gałąź.”
Wtedy sługa pomyślał, że może zaoszczędzić długą podróż. Dał mężczyźnie dziesięć florenów i kazał mu powtórzyć to królowi. Poszli razem do pałacu.
Król zapytał: „No cóż, czy to prawda z tym chmielem?”
„Tak, najjaśniejszy panie” – odpowiedział sługa. „Oto człowiek z tego kraju, który potwierdzi tę historię.”
Więc król zapłacił złodziejowi trzysta florenów. Partnerzy wyruszyli ponownie w swoje przygody. Podczas podróży złodziej powiedział: „Pójdę teraz do innego króla i opowiem mu coś jeszcze bardziej niesamowitego.
Ty musisz iść za mną i potwierdzić moje kłamstwo, a wyciągniemy od niego więcej pieniędzy.”
Gdy dotarli do następnego królestwa, złodziej przedstawił się królowi i poprosił o kalafior. Król odpowiedział: „Z powodu zarazy wśród warzyw nie mamy kalafiorów”.
„To dziwne”, powiedział złodziej. „Właśnie przybyłem z kraju, gdzie kalafior rośnie tak dobrze, że jedna główka wypełniła dwanaście wanien z wodą”.

„Nie wierzę w to”, powiedział król.
„Stawiam sześćset florenów, że to prawda”, odpowiedział złodziej.
– Założę się o sześćset florenów, że to nieprawda – odpowiedział król. Wysłał służącego, aby sprawdził prawdę. W podróży służący spotkał mężczyznę. Zapytał, skąd pochodzi, a mężczyzna odpowiedział, że pochodzi z kraju, do którego służący podróżował.
– Czy możesz mi powiedzieć, jak duże kalafior rośnie tam? Czy jedna główka jest wystarczająco duża, aby wypełnić dwanaście wanien z wodą?
– Nie widziałem tego – powiedział mężczyzna. – Ale widziałem dwanaście wozów ciągniętych przez dwanaście koni, wiozących na targ jedną główkę kalafiora.
Służący dał mu dziesięć florenów i rzekł: – Uratowałeś mnie przed długą podróżą. Pójdź ze mną i powiedz królowi to, co mi przed chwilą opowiedziałeś.
Razem poszli do pałacu. Kiedy król zapytał, czy historia jest prawdziwa, sługa powiedział: „Wasza Wysokość, to całkowicie prawda. Oto człowiek ze wsi, który to potwierdzi”.
Tak więc król zapłacił złodziejowi sześćset florenów. Dwaj partnerzy wyruszyli ponownie, teraz z dziewięciuset florenami. Dotarli do kraju sąsiedniego króla. Złodziej wszedł przed oblicze królewskie i zapytał: „Czy Wasza Wysokość wie, że w pobliskim królestwie jest miasto z wieżą kościelną, na której usiadł ptak?
Wieża była tak wysoka, a dziób ptaka tak długi, że dziobał gwiazdy i niektóre spadły z nieba?”
„Nie wierzę w to” – powiedział król.
„Jestem gotów założyć się o tysiąc dwieście florenów, że to prawda” – powiedział złodziej.
„A ja się założę o tysiąc dwieście florenów, że to kłamstwo” – odpowiedział król. Posłał sługę, aby dowiedział się prawdy.
Gdy sługa jechał, spotkał mężczyznę jadącego z przeciwka. Zapytał, skąd przybywa. Mężczyzna odpowiedział, że pochodzi z tego samego miasta, do którego sługa zmierzał. Sługa zapytał, czy historia o ptaku z długim dziobem jest prawdziwa.
„Nie wiem o tym” – powiedział mężczyzna – „ponieważ nigdy nie widziałem tego ptaka. Ale widziałem kiedyś dwunastu mężczyzn, którzy z całych sił pchali miotłami, aby wepchnąć monstrualne jajo do piwnicy.”
„To idealnie” – powiedział sługa, dając mu dziesięć florenów. „Przyjdź i opowiedz swoją historię królowi, a oszczędzisz mi długiej podróży”.
Gdy opowieść została powtórzona królowi, musiał zapłacić złodziejowi tysiąc dwieście florenów.
Potem obaj wspólnicy wyruszyli w dalszą drogę z nieuczciwie zdobytymi pieniędzmi. Podzielili pieniądze na dwie równe części. Lecz złodziej zatrzymał trzy floreny, które należały do połowy kłamcy. Wkrótce potem każdy z nich ożenił się i osiadł. Pewnego dnia kłamca odkrył, że został oszukany na trzy floreny. Poszedł do domu złodzieja i zażądał zwrotu pieniędzy.
„Przyjdź w przyszłą sobotę, a dam ci je” – powiedział złodziej. Ale nie miał zamiaru płacić. W sobotę rano wyciągnął się sztywno i nieruchomo na łóżku i kazał żonie powiedzieć, że nie żyje.
Żona przetarła oczy cebulą, a kiedy kłamca zapukał do drzwi, spotkała go we łzach i powiedziała, że jej mąż umarł, więc nie może zapłacić trzech florenów.
Kłamca domyślił się podstępu i powiedział: „Skoro mi nie zapłacił, oddam mu pięknym za nadobne trzema dobrymi uderzeniami mojego bicza.”
Na te słowa złodziej zerwał się, podszedł do drzwi i obiecał zapłacić, jeśli kłamca wróci w następną sobotę. Kłamca się zgodził.
Ale gdy nadeszła sobota, złodziej wstał wcześnie i ukrył się pod belą siana w stodole. Kiedy kłamca się pojawił, żona przywitała go ze łzami i powiedziała, że jej mąż nie żyje.
„Gdzie go pochowano?” – zapytał kłamca.
„W stodole” – odpowiedziała żona.
„Pójdę tam i wezmę trochę siana na spłatę długu” – powiedział kłamca. Poszedł do stodoły i zaczął przerzucać siano widłami, wbijając je w bele. Ze strachu złodziej wypełzł i obiecał zapłacić w następną sobotę.

Kiedy nadszedł ten dzień, złodziej wstał o świcie i poszedł do krypty pobliskiej kaplicy. Wyciągnął się sztywno w starym kamiennym sarkofagu. Kłamca wkrótce pomyślał o krypcie i wyruszył do kaplicy.
Gdy wchodził, jego oczy nie przywykły jeszcze do ciemności, usłyszał szepty przy zakratowanych oknach. Nasłuchiwał i podsłuchał bandę rabusiów planujących ukryć swój skarb w krypcie.
Wyjmowali kraty z okna. Za chwilę mieli wejść i odkryć go.
Szybki jak myśl, owinął się płaszczem i stanął sztywno i wyprostowany w niszy, wyglądając jak kamienny posąg w przyćmionym świetle.
Zbójnicy weszli i zaczęli dzielić swój skarb. Było dwunastu zbójników, ale przez pomyłkę herszt podzielił złoto na trzynaście kup.
Powiedział, że nie ma czasu na przeliczenie, więc trzynasta kupa będzie należeć do tego, kto jednym ciosem zdoła odrąbać głowę starej kamiennej statuy w niszy.
Wziął topór i podszedł. Gdy tylko uniósł topór, z kamiennej trumny rozległ się grzmiący głos: „Wynoście się stąd, bo umarli powstaną z trumien, a posągi zejdą ze ścian i zostaniecie przepędzeni bardziej martwi niż żywi!”
Jednym susem złodziej wyskoczył z trumny, a kłamca z wnęki. Rabusie tak się przerazili, że uciekli w popłochu, zostawiając całe złoto.
Wspólnicy podzielili się złotem i zabrali je do domu. I historia nie mówi nam już o nich więcej.

BokRobot
BokRobot brings together books and fairy tales to read and explore. Discover a growing collection, or create books and fairy tales of your own.