Wydanie do czytania BokRobot
Książki
Za darmoUczciwy grosz
Peter Christen Asbjørnsen
Dostosuj
Dawno temu żyła sobie biedna kobieta, która mieszkała w rozwalającej się chatce daleko w lesie. Niewiele miała do jedzenia, a nic zupełnie do opału, więc posłała małego chłopca, którego miała, do lasu, aby nazbierał chrustu. Biegł i skakał, skakał i biegł, aby się rozgrzać, bo był zimny, szary jesienny dzień, a za każdym razem, gdy znalazł gałąź lub korzeń na wiązkę, musiał uderzać się ramionami w pierś, bo pięści miał czerwone jak żurawiny, po których stąpał, z wielkiego zimna. Gdy już miał swoją wiązkę drewna i wracał do domu, natknął się na polanę pełną pniaków na zboczu wzgórza, i tam zobaczył biały, krzywy kamień.

„Ach! ty biedny, stary kamieniu,” powiedział chłopiec; „jakiś ty biały i blady! Założę się, że zamarzasz na śmierć;” i z tym zdjął kurtkę i położył ją na kamieniu. Gdy wrócił do domu z wiązką drewna, matka zapytała, co to znaczy, że chodzi w zimową pogodę w koszuli. Wtedy opowiedział jej, jak zobaczył stary, krzywy kamień, który był cały biały i blady od mrozu, i jak oddał mu swoją kurtkę.
„Jaki z ciebie głupiec!” powiedziała matka; „myślisz, że kamień może zamarznąć? Ale nawet gdyby zamarzał, aż by się trząsł, wiedz o tym – każdy jest najbliższy sobie samemu. Dość kosztuje, aby mieć ubranie na grzbiecie, a ty jeszcze chodzisz i wieszasz je na kamieniach na polanach,” i mówiąc to, wygoniła chłopca z domu, żeby przyniósł kurtkę.
Gdy przyszedł tam, gdzie stał kamień, oto! kamień odwrócił się i uniósł się z jednej strony z ziemi. „Tak! tak! to dlatego, że dostałeś kurtkę, biedna stara rzeczy,” powiedział chłopiec.
Ale kiedy przyjrzał się kamieniowi bliżej, zobaczył pod nim skarbonkę pełną jasnego srebra.
„To na pewno skradzione pieniądze,” pomyślał chłopiec; „nikt nie chowa pieniędzy uczciwie zarobionych pod kamieniem w lesie.”
Wziął więc skarbonkę i zaniósł ją do stawu niedaleko i wrzucił cały skarb do stawu; ale jeden srebrny grosz unosił się na wodzie. „Aha! aha! to jest uczciwe,” powiedział chłopiec; „bo co uczciwe, nigdy nie tonie.”
Wziął więc srebrny grosz i wrócił z nim i z kurtką do domu. Potem opowiedział matce, jak to wszystko się stało, jak kamień się odwrócił, i jak znalazł skarbonkę pełną srebrnych pieniędzy, które wyrzucił do stawu, bo to były skradzione pieniądze, i jak jeden srebrny grosz pływał na wierzchu.
„Ten wziąłem,” powiedział chłopiec, „bo był uczciwy.”
„Jesteś skończonym głupcem,” powiedziała matka, bo była bardzo zła; „gdyby nic nie było uczciwe oprócz tego, co pływa na wodzie, nie byłoby wiele uczciwości na świecie. I nawet gdyby pieniądze były skradzione dziesięć razy, i tak je znalazłeś; a mówię ci znów to, co mówiłam wcześniej, każdy jest najbliższy sobie samemu. Gdybyś tylko wziął te pieniądze, moglibyśmy żyć dobrze i szczęśliwie przez całe nasze dni. Ale jesteś nieudacznikiem i nieudacznikiem pozostaniesz, a teraz nie będę dłużej pracować i harować dla ciebie. Idź sobie w świat i zarabiaj na własny chleb.”

Tak więc chłopiec musiał iść w szeroki świat i szedł zarówno daleko, jak i długo, szukając miejsca. Ale gdziekolwiek przyszedł, ludzie uważali go za zbyt małego i słabego i mówili, że nie mogą go do niczego użyć. W końcu przyszedł do kupca i tam dostał pozwolenie, aby być w kuchni i nosić drewno i wodę dla kucharki. No cóż, po tym jak był tam długo, kupiec musiał odbyć podróż do obcych krajów, i tak zapytał wszystkich swoich służących, co ma kupić i przywieźć każdemu z nich. Gdy wszyscy powiedzieli, co chcą, przyszła kolej na chłopca od kuchni, który nosił drewno i wodę dla kucharki. Wtedy wyciągnął swój grosz.
„No cóż, co mam kupić za to?” zapytał kupiec; „nie będzie dużo czasu straconego na tym targu.”
„Kup to, co mogę za to dostać. Jest uczciwy, to wiem,” powiedział chłopiec.
To obiecał mu jego pan, i tak odpłynął.
Gdy kupiec wyładował swój statek i załadował go ponownie w obcych krajach, i kupił to, co obiecał swoim służącym kupić, zszedł na dół do swojego statku i właśnie miał odbić od nabrzeża. Wtedy nagle przyszło mu do głowy, że chłopiec od kuchni wysłał z nim srebrny grosz, aby kupił mu coś za niego.
„Czy muszę wracać aż do miasta dla srebrnego grosza? Mały byłby wtedy zysk z przyjęcia takiego żebraka do domu,” pomyślał kupiec.
Właśnie wtedy stara kobieta przechodziła obok z workiem na plecach.
„Co masz w worku, matko?” zapytał kupiec.
„Och! nic innego jak kota. Nie stać mnie na dłuższe jego karmienie, więc pomyślałam, że wrzucę go do morza i się go pozbędę,” odpowiedziała kobieta.
Wtedy kupiec powiedział do siebie: „Czy chłopiec nie powiedział, że mam kupić to, co mogę dostać za jego grosz?” Zapytał więc starą kobietę, czy weźmie cztery fartingi za swojego kota. Tak! kobieta nie ociągała się z powiedzeniem „zgoda,” i tak targ został szybko ubity.
Gdy kupiec odpłynął kawałek, spadła na niego straszna pogoda i taka burza, że nie było nic innego, jak tylko płynąć i płynąć, aż nie wiedział, dokąd zmierza. W końcu dotarł do ziemi, na której nigdy wcześniej nie postawił stopy, i tak poszedł do miasta.
W gospodzie, do której wstąpił, stół był zastawiony kijem dla każdego mężczyzny, który przy nim siedział. Kupiecowi wydało się to bardzo dziwne, bo nie mógł w ogóle zrozumieć, co mają robić z tymi wszystkimi kijami; ale usiadł i pomyślał, że będzie uważnie obserwował, co robią inni, i zrobi to samo. No cóż! gdy tylko mięso postawiono na stole, zobaczył dobrze, co oznaczają kije; bo wyruszyły myszy w tysiącach, i każdy, kto siedział przy stole, musiał chwycić swój kij i bić i trzepać wokół siebie, i nie było słychać nic innego, jak tylko uderzenia kija twardsze niż poprzednie. Czasami bili się nawzajem po twarzy i tylko mieli czas powiedzieć: „Przepraszam,” i znowu do tego.
„Ciężka praca, aby zjeść obiad w tym kraju!” powiedział kupiec. „Ale czy ludzie nie trzymają tu kotów?”
„Kotów?” zapytali wszyscy, bo nie wiedzieli, co to są koty.
Więc kupiec posłał i przyniósł kota, którego kupił dla chłopca od kuchni, i gdy tylko kot znalazł się na stole, myszy uciekły do swoich nor, i ludzie nigdy w ludzkiej pamięci nie mieli takiego spokoju przy jedzeniu.
Potem prosili i błagali kupca, aby sprzedał im kota, i w końcu, po bardzo, bardzo długim czasie, obiecał im go oddać; ale chciał za niego sto dolarów; i tę sumę zapłacili, a do tego podziękowali.
Kupiec odpłynął znowu; ale ledwo zdążył wypłynąć na otwarte morze, zanim zobaczył kota siedzącego na szczycie masztu głównego, i nagle znowu nadeszła brzydka pogoda i burza gorsza niż pierwsza, i płynął i płynął, aż dotarł do kraju, w którym nigdy wcześniej nie był. Kupiec poszedł do gospody, i tutaj również stół był zastawiony kijami; ale były one znacznie większe i dłuższe niż pierwsze. I, prawdę mówiąc, musiały takie być; bo tutaj myszy było znacznie więcej, a każda mysz była dwa razy większa niż te, które widział wcześniej.

Sprzedał więc kota znowu i tym razem dostał za niego dwieście dolarów, i to bez żadnego targowania się.
Gdy odpłynął z tego kraju i był już kawałek na morzu, tam znowu siedział kocur na szczycie masztu; i zła pogoda zaczęła się natychmiast znowu, a koniec był taki, że został znowu zagnany do ziemi, w której nigdy wcześniej nie był.
Poszedł na brzeg, do miasta i wstąpił do gospody. Tam również stół był zastawiony kijami, ale każdy kij był długi na półtora łokcia i gruby jak mała miotła; a ludzie mówili, że siedzenie przy jedzeniu to najcięższa próba, jaką mają, bo było tysiące wielkich brzydkich szczurów, tak że tylko z wielkim trudem i zachodem można było włożyć kęs do ust, taka to była ciężka praca, aby odpędzać szczury. Więc kot musiał być znowu sprowadzony ze statku, i wtedy ludzie mogli jeść w spokoju. Potem wszyscy prosili i błagali kupca, na miłość boską, aby sprzedał im swojego kota. Przez długi czas mówił: „Nie;” ale w końcu dał słowo, że weźmie za niego trzysta dolarów. Tę sumę zapłacili natychmiast i podziękowali mu i błogosławili go za to do tego.
Gdy kupiec wypłynął na morze, zaczął myśleć o tym, ile chłopiec zyskał na groszu, który z nim wysłał.
„Tak, tak, część pieniędzy musi dostać,” powiedział kupiec do siebie; „ale nie wszystkie. Mnie ma do podziękowania za kota, którego kupiłem; a poza tym każdy jest najbliższy sobie samemu.”
Ale gdy tylko kupiec tak pomyślał, zerwała się taka burza i wicher, że każdy myślał, że statek zatonie. Więc kupiec zobaczył, że nie ma rady, i musiał ślubować, że chłopiec dostanie każdy grosz; i ledwo złożył to ślubowanie, gdy pogoda się poprawiła, i dostał pomyślny wiatr do domu.

Gdy dotarł do lądu, dał chłopcu sześćset dolarów, a do tego swoją córkę; bo teraz mały chłopiec od kuchni był tak samo bogaty jak jego pan, kupiec, a nawet bogatszy; i po tym chłopiec żył całe swoje dni w radości i wesołości; i posłał po swoją matkę i traktował ją tak dobrze, jak lub lepiej niż siebie samego; bo, powiedział chłopiec, „nie myślę, że każdy jest najbliższy sobie samemu.”

BokRobot
BokRobot brings together books and fairy tales to read and explore. Discover a growing collection, or create books and fairy tales of your own.